„The Wizard of the Kremlin”. Recenzja filmu – Na Wschodzie bez zmian

Stanisław Sobczyk13 lutego 2026 17:00
„The Wizard of the Kremlin”. Recenzja filmu – Na Wschodzie bez zmian

Na Festiwalu Filmowym w Wenecji zadebiutował nowy film Oliviera Assayasa, adaptacja bestsellerowej powieści i thriller polityczny o Putinie. Jak wypadła ta produkcja?

W 2022 roku na francuskim rynku literackim pojawiła się debiutancka powieść Giuliano da Empoli, Mag z Kremla. Książka szybko zyskała uznanie, była tłumaczona na inne języki (w tym polski) i przyniosła autorowi spory rozgłos. Czynników jest wiele. Warto pamiętać, że w 2022 roku, kiedy Mag z Kremla trafiał na półki, Rosja zaatakowała Ukrainę, a więc zainteresowanie opinii publicznej Putinem było ogromne, szczególnie w Europie. Powieść da Empoli może i była w większości fikcyjna, ale nadal stanowiła trafną diagnozę postsowieckiej mentalności i współczesnej polityki.

Prawie dwa lata temu dowiedzieliśmy się, że Mag z Kremla doczeka się filmowej adaptacji. Powieść zekranizować miała dwójka czołowych francuskich twórców. Olivier Assayas, słynący nie tylko z przegadanych, paryskich komediodramatów, ale i prób sięgania po tematy polityczne, oraz Emmanuel Carrère, który co ciekawe z tematem jest już obeznany, bo napisał książkę poświęconą Eduardowi Limonovowi, na której podstawie Kirill Serebrennikov nakręcił Limonov – The Ballad. Francuzi razem napisali scenariusz, a ten pierwszy wyreżyserował obraz. O filmie zrobiło się głośno w pierwszej połowie 2025 roku, kiedy okazało się, że w rolę Władimira Putina wcieli się Jude Law. The Wizard of the Kremlin zadebiutował w konkursie głównym zeszłorocznego festiwalu w Wenecji i spotkał się z mieszanymi opiniami. Czy twórcy rzeczywiście nie udźwignęli materiału źródłowego?

Vadim Baranov wchodzi w dorosłość wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i początkiem Federacji Rosyjskiej. W świecie nowych możliwości zaczyna karierę jako reżyser teatralny, później producent telewizyjny, by w końcu wplątać się w świat polityki. Zbiegi okoliczności i znajomości z wpływowymi oligarchami sprawią, że Baranov pozna Władimira Putina i będzie towarzyszył mu w jego brutalnej drodze na szczyt.

Jude Law i Paul Dano w filmie The Wizard of the Kremlin, reż. Olivier Assayas
fot. The Wizard of the Kremlin, reż. Olivier Assayas

Już od kilku lat medialny dyskurs wokół Władimira Putina zdaje się chylić w niewłaściwym kierunku. Co najmniej od czasu inwazji na Ukrainę portale, kanały na YouTube czy autorzy książek próbują analizować umysł rosyjskiego przywódcy. Zamiast politologii dostajemy głupie psychoanalizy, w których każdy gest Putina interpretowany jest w kontekście potencjalnej choroby psychicznej, demencji czy wojny nuklearnej. Kuriozalnym apogeum tego szkodliwego trendu był Putin Patryka Vegi, biografia grafomańska, pretensjonalna i dobudowująca do postaci obrzydliwy, religijny kontekst. Może właśnie dlatego, w świecie ciągłych sensacji i psychoanaliz, podejście, jakie obrał da Empoli, a potem, w adaptacji jego powieści Assayas, jest tak odświeżające i bezpretensjonalne.

The Wizard of the Kremlin nie jest biografią Putina.

Twórcy zdają sobie sprawę, że tego typu projekt nie miałby sensu i musiałby się skończyć katastrofą pokroju ostatniego filmu Vegi. O rosyjskim przywódcy wiemy za mało, możemy analizować jego poczynania i politykę, ale nie mamy pojęcia o życiu prywatnym czy środowisku, z jakiego pochodzi. Właśnie dlatego i da Empoli, i Assayas podjęli się innego zadania. Zamiast analizować samego Putina, postawili na diagnozę rosyjskiej polityki, z jednej strony zmiennej, stale między systemami, z drugiej wciąż dążącej ku reżimowi.

Assayas przygląda się Putinowi, ale z dalszej perspektywy. W końcu protagonistą jego filmu jest Vadim Baranov, postać fikcyjna, która służy za okno na świat rosyjskich elit. The Wizard of the Kremlin jest więc nie opowieścią o samych rządach Putina, a raczej o politycznej strategii i medialnej narracji, jaka za nimi stoi. To błyskotliwa analiza współczesnego świata, w którym postprawda przejmuje sieć, kapitaliści ustawiają swoje pionki na planszy, a ideologie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

Wiele z przemyśleń, jakie znajdziemy w The Wizard of the Kremlin, jest wziętych bezpośrednio z książki da Empoli. Assayas przeniósł je sprawnie na wielki ekran, ale pozostał wierny oryginałowi. W filmie znajdziemy mnóstwo świetnych, błyskotliwych dialogów. Objaśnienie koncepcji władzy horyzontalnej i wertykalnej, wytłumaczenie działania rosyjskiej dezinformacji w internecie czy realizacja planu Limonova o sile politycznej spajającej wszystkie radykalne grupy, niezależnie od poglądów. To wszystko, nawet jeśli często podawane w chaotycznej formie, jest wyjątkowo ciekawe i obudowuje historię Putina o kontekst, który nie jest wystarczająco eksponowany przez media.

Jude Law jako Władimir Putin w filmie The Wizard of the Kremlin, reż. Olivier Assayas
fot. The Wizard of the Kremlin, reż. Olivier Assayas

Wiadomo, że ani da Empoli, ani Assayas nie są Rosjanami, a ich dzieła opowiadają o władzy Putina z europejskiej perspektywy. Natomiast ten punkt widzenia, chociaż w pewnych kwestiach ograniczający, dodaje interesujący kontekst całej historii. The Wizard of the Kremlin to bowiem nie tylko historia o reżimie w Rosji, ale i o całym dzisiejszym świecie. O tym, że choć jako ludzie z Zachodu lubimy patrzeć na Wschód jako na odległą dzicz, wcale nie jesteśmy tak różni od jego mieszkańców. Metody Putina w obiektywie Assayasa wcale nie wzięły się znikąd, są raczej naturalną konsekwencją ukrytych rządów oligarchów, którzy, jak szybko się zorientujemy, nie różnią się niczym od amerykańskich czy europejskich kapitalistów. The Wizard of the Kremlin, choć skupiony na jednym kraju, ma wymiar uniwersalny. To nie historia Putina, lecz Baranova, a wydaje się, że na świecie takich Baranovów jest wielu – ludzi cynicznych, działających zza kulis i wykorzystujących ideologiczne spory jako swoje pole gry.

Książkowy Mag z Kremla, choć ciekawy, miał także swoje problemy.

A jako, że Assayas adaptuje powieść bardzo wiernie, powiela jej wady. Moim głównym problemem jest to, że w pewnym momencie film gubi się w swojej strukturze. Porzuca fabułę, ciąg przyczynowo-skutkowy i zaczyna odhaczać spotkania z kolejnymi ważnymi ludźmi i punkty z historii Rosji. Baranov po kolei odwiedza Limonova, Prigożyna, przechodzi przez drugą wojnę czeczeńską, katastrofę Kurska, igrzyska w Soczi i atak na Ukrainę. Czasem zdaje się, że niektóre z tych wątków są tu tylko po to, żeby odnieść się do prawdziwej historii, ponieważ Assayas szybko komentuje daną sytuację i idzie w kierunku kolejnej. Pod koniec w filmie brakuje konsekwencji czy jakiegoś elementu, który mógłby spiąć wszystkie wydarzenia w całość.

Kiepsko wypada również wątek romantyczny. Oczywiście rozumiem, po co w tej historii postać Ksenii. Putin Putinem, ale Baranov potrzebował też prywatnego życia i kogoś, kto mógłby odciągać go od świata polityki. Natomiast, o ile powód jest zrozumiały, sama relacja miłosna nie sprawdza się najlepiej. Ksenia pojawia się tylko wtedy, kiedy akurat może przydać się scenarzystom. Jej zachowanie jest w większości niezrozumiałe, jedyną rolę ma do odegrania w finale, gdzie musi wpłynąć na decyzję Baranova. Przez większość filmu bohaterka jest jedynie fabularnym narzędziem, a nie logicznie funkcjonującą, pełnoprawną postacią.

The Wizard of the Kremlin ma jeszcze jeden istotny problem. Assayas zdaje się kompletnie gubić w stylistyce swojego filmu. Tak jakby nie wiedział, czy kręci poważny, mroczny thriller czy może przerysowaną satyrę. Z jednej strony wykorzystuje prawdziwe materiały archiwalne, z drugiej rozdziały ilustruje kiczowatymi, prześmiewczymi kartami tytułowymi. Podobnie jest w kontekście zdjęć – czasem mamy palety szarości i ciemne, biurowe korytarze, kiedy indziej kolorowe obrazki z rosyjskich klubów i kiczowate sceny kręcone na brzydkim green screenie. Wydaje się, że Assayas chciałby być kolejnym Adamem McKayem, ale brakuje mu odwagi. Zamiast dać upust szaleństwu i ironicznemu montażowi, reżyser spuszcza nogę z gazu i wraca do nijakich korytarzy i nieciekawie nakręconych rozmów telefonicznych.

Paul Dano I Alicia Vikander w filmie The Wizard of the Kremlin, reż. Olivier Assayas
fot. The Wizard of the Kremlin, reż. Olivier Assayas

Rola Vadima Baranova przypadła Paulowi Dano i jest to wybór bardzo dobry.

Aktor co prawda jest w tej kreacji specyficzny, często nieco nijaki, ale wszystko to ma sens w kontekście postaci. Baranov nigdy nie miał być przebojowy, to działający zza kulis, pozbawiony charyzmy drobny człowiek. Dano, właśnie dzięki temu, że jest tak nudny i pozbawiony ekspresji, dobrze oddaje charakter bohatera – inteligentnego, przebiegłego, ale samego w sobie niespecjalnie interesującego. 

Dużo bardziej widowiskowa rola i taka, o której mówiło się jeszcze na długo przed premierą, przypadła Jude’owi Lawowi. Brytyjski aktor wcielił się w Putina i jego występ jest z pewnością jednym z najlepszych elementów The Wizard of the Kremlin. Rosyjski władca w interpretacji Lawa jest stanowczy i wyniosły. Blisko mu do prawdziwej postaci, ale równocześnie to wariacja nieco przerysowana, czasami bardzo samoświadomie zmierzająca w stronę pastiszu i wykorzystująca rzeczywiste manieryzmy przywódcy. Uważam, że najlepszą częścią tej kreacji są pierwsze sceny, w jakich oglądamy bohatera. Te, w których Law nie musi jeszcze stroić poważnych min, a my widzimy w jego Putinie człowieka – niepewnego, nieco zagubionego i jeszcze lekkim krokiem stąpającego po ścieżce kariery.

Na dalszym planie znajdziemy jeszcze kilka w miarę udanych występów. Alicia Vikander jest dobra w pierwszym akcie, ale potem scenariusz ewidentnie podcina jej skrzydła i aktorka traci całą wyrazistość. Dobrze poradził sobie Jeffrey Wright. Jego kreacja nie jest szczególnie skomplikowana, ale aktor sprawdził się dobrze jako narrator wprowadzający nas w historię i bohater, który ma reprezentować zachodnią perspektywę.

Przy psychoanalizach Putina, poszukujących sensacji artykułach i mediach straszących Rosją, The Wizard of the Kremlin to film bardzo potrzebny.

Inteligentnie rozprawiający się z legendą współczesnego cara, w swoich politycznych analizach celny i błyskotliwy. To opowieść uniwersalna, która nadaje nowy kontekst rosyjskiej mentalności i polityce, w której ideologie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszystkie te wnioski Assayas wziął oczywiście bezpośrednio od da Empoli, powielając przy tym sporo błędów. Jego film pozostaje wierną i niewnoszącą prawie nic do oryginału ekranizacją. Można tu narzekać na wiele aspektów, od skrótowości do niezrozumiałych, stylistycznych decyzji, jednak w ogólnym rozrachunku The Wizard of the Kremlin to nadal udany thriller polityczny i, co kluczowe, trafne, istotne spojrzenie na historię nowej Rosji.

Jeśli podoba się Wam nasza praca oraz działalność i chcecie nas wesprzeć, możecie nam postawić wirtualną kawę. To nam bardzo pomoże w rozwoju!Postaw mi kawę na buycoffee.to