Filmowa adaptacja „Ballady o drobnym karciarzu” w tym roku trafiła na platformę Netflix. Jak dobry jest książkowy oryginał tej opowieści?
Makau, metropolia blichtru i uzależnień. Miejsce stworzone dla ludzi, takich jak lord Doyle, skorumpowanych prawników i oszustów szukających zapomnienia pod sztucznymi światłami kasyn. Dla Doyle’a noc zaczyna się i kończy przy stole do bakarata i szklance alkoholu. Pieniądze? Przestają mieć znaczenie. Liczy się tylko gra, która trwa bez końca, bez ratunku, z nadzieją na katharsis w zwycięstwie albo w klęsce. Książka otrzymana dzięki współpracy z wydawnictwem Replika.
Lord Doyle to nietuzinkowa postać, która wzbudza niemałe zamieszanie w Makau. Stolica hazardu i przemocy, wypełniona jest tłumem zdesperowanych ludzi, którzy są gotowi postawić swoje ostatnie oszczędności, aby tylko ponownie poczuć dreszczyk emocji. Główny bohater przebywa w metropolii od dłuższego czasu, ukrywając się przed konsekwencjami swoich niecnych występków. Jego dawne życie zostało przekreślone, liczą się tylko pieniądze i pęd wygranej.
Książka usilnie bierze sobie za cel ukazanie czytelnikowi, czym jest hazard i jak ciężko jest z nim walczyć. Główny bohater jest gotowy wydać wszystkie pieniądze, aby poczuć odrobinę przyjemności. Żyje w luksusach i nie boi się sobie dogadzać. Jego życie zostało w pełni związane z kasynami, do których zawsze zna drogę. Jego ciało domaga się kolejnej dawki adrenaliny, chce znowu poczuć kopa. Każda kolejna strona przedstawia nam coraz większe szaleństwo, które nie ma końca.
Jednak mimo tak ważnego tematu, powieść nie wyróżnia się niczym ciekawym. Momentami mogłabym wręcz nazwać ją nudną. Trudno jest w kółko czytać o kolejnych zakładach, kiedy główny bohater nie prezentuje sobą niczego konkretnego. To zwykły złodziej, który żyje z pieniędzy innych ludzi. Jego sumienie pozwala mu na wykonywanie najgłupszych poczynań bez ani grama poczucia winy. Do tego, kiedy w toku opowiadania pojawia się tajemnicza kobieta, cała historia zaczyna nabierać dziwny tor. Nagle oprócz hazardu, pojawiają się tajemnicze wspomnienia, które nigdy nie miały miejsca.
Początkowo myślałam, że Doyle po prostu wariuje, bo jego mózg nie potrafi sobie poradzić z próbą odstawienia uzależnienia. W końcu nasz umysł jest tak stworzony, aby chronić nas w sytuacji zagrożenia. Jednak autor sam nie wpadł na taki proste rozwiązanie i wyruszył po linii najmniejszego oporu. To historia taka, jak wiele innych. Nie po raz pierwszy w literaturze nałóg wyniszcza człowieka, do tego Ballada o drobnym karciarzu wcale nie ma na celu negowania hazardu. Czasami wręcz pokazuje jak przyjemnie jest wydawać fortunę i pozwalać sobie na zakup nowych rzeczy.
Lord Doyle to starszy mężczyzna, który modnie się ubiera i zawsze nosi rękawiczki w kasynie. Nigdy nie jest mu żal pieniędzy na alkohol, dobre jedzenie i hazard. Byłby w stanie postawić w zakład wszystkich członków rodziny, aby tylko móc wziąć udział w kolejnej grze. Początkowo sądziłam, że ten człowiek jest jakimś geniuszem, który wygrywa kolejne rundy dzięki umiejętności liczenia. Jednak to tylko pozory. Ten człowiek jest leniwy, nie przejmuje się swoją rozrzutnością i brakiem rozsądku.
Największą zaletą tej książki jest jej długość. Gdyby trwała choćby kilkanaście stron dłużej, to odłożyłabym ją na stos książek do zapomnienia. Chciałabym szczerze napisać, że ta historia może być dla kogoś ciekawa, jednak nie ma się co oszukiwać. Już niejednokrotnie w książkach ukazywano ryzyko, z jakim wiąże hazard, nie potrzebujemy kolejnej miałkiej historii na ten temat. Zakończenie tej opowieści przynosi więcej irytacji niż przyjemności. Nie mogłam zrozumieć, jaki był zamysł autora na postać Lorda. Czy miał on celowo drażnić czytelnika, czy to tylko mój osobisty problem? To ten typ książki, o której zapomina się po tygodniu od lektury i doskonale się wie, że nigdy więcej nie sięgnie się po nią ponownie.
29 października na Netflixie pojawił się film, który jest adaptacją powyższej książki. Ballada o drobnym karciarzu, w reżyserii Edwarda Bergera zbiera obecnie dość średnie oceny. W tytułowego lorda wcielił się Colin Farrell. Sam zwiastun nie zachęcił mnie do obejrzenia produkcji, jednak w końcu przyjdzie mi zmierzyć się z tym seansem. Zachęcam każdego do osobistej oceny, mimo mojej niechęci do tego filmu wywołanej nikłą przyjemnością przeczytania jego pierwowzoru.