Maevyth Bronwick od zawsze wiedziała, że nie pasuje do życia w wiosce. Tragiczny obrót wydarzeń zmusza ją do przekroczenia bramy do magicznej, ale i brutalnej krainy.
Zevander Rydainn to najzimniejszy i najbardziej wyrachowany zabójca w całej Aethyrii. Nienawidzi Maevyth od pierwszego spotkania, jednak jego misją ma być ochrona i odkrycie, jakie moce skrywa w sobie tajemnicza nieznajoma. Oboje wiedzą, że na ich życie czyha ogromne niebezpieczeństwo. Książka otrzymana dzięki współpracy z wydawnictwem Hype.
Anathema to mroczna powieść, która kusi czytelnika nietuzinkową główną bohaterką i nowym mrocznym światem. Maevyth to kobieta, która ubiera się tylko na czarno. Jest znajdą, przez co ludzie z jej miasteczka traktują ją jak trędowatą. Życie dziewczyny to pasmo cierpienia i upokorzenia. Jedynym dobrym aspektem jest jej siostra, która stanowi pociechę w najtrudniejszych chwilach. Jednak i to świat próbuje jej odebrać. Kobiety zostają zmuszone do ucieczki do przeklętego lasu, z którego nikt nigdy nie wraca. Kiedy ich życiu zagraża niebezpieczeństwo, Maevyth znajduje portal, który przenosi ją do tajemniczego świata.
Na drodze dziewczyny staje Zevander, przeklęty pan Eidolonu. Powierzono mu misję ukrycia tajemniczej nieznajomej przed bractwem magów, które pragnie ją zgładzić w imię pradawnego proroctwa. Rydainn to najbardziej wyrachowany zabójca w całej Aethyrii — gdyby tylko mógł, to pozostawiłby tę kobietę na śmierć, jednak krew Maevyth stanowi klucz do złamania dręczącej go klątwy i unicestwienia zła nawiedzającego tę krainę od wieków. Na nieszczęście lorda Rydainna los ma wobec tej śmiertelniczki inne plany. Do tego Zevander z przerażeniem obserwuje, jak z każdym dniem zaczyna mu coraz bardziej zależeć na tajemniczej nieznajomej.
Przeczytaj także: „Zabić wampirzego najeźdźcę” – omówienie książki
Anathema ma prawie siedemset stron długości, co stanowi całkiem sporą liczbę jak na książkę z gatunku romantasy. Jednak, żeby naprawdę móc wciągnąć się w fabułę, trzeba przebrnąć przez początkowe nudne 200 stron. Gdybym była mniej wytrawnym czytelnikiem, to rzuciłabym tę książkę na listę do dokończenia w przyszłości. Jednak muszę przyznać, że im dalej w las, tym historia stawała się naprawdę ciekawa. Z przyjemnością obserwowałam treningi magii Maevyth i jej kąśliwe rozmowy z lordem Zevanderem. Chciałabym szczerze napisać, że to nie jest kolejna nudna książka, jednak po raz kolejny dostajemy powieść, która udaje, że jej głównym motywem nie jest romans. Żeby było zabawniej, sama autorka i wydawnictwo twierdzi, że w książce jest motyw slow burn relacji. Wydaje mi się, że posiadamy zupełnie inne definicje tego pojęcia.
Jednak wróćmy może do początku. Już podczas pierwszego zetknięcia się Zevandera z główną bohaterką dostajemy opis, w jaki sposób oddziałuje ona na zmysły i ciało zabójcy. Seks towarzyszy nam na każdym etapie historii, oboje odczuwają ogromne przyciąganie, lecz starają się zachowywać jak rozsądni dorośli. Faktycznie ich relacji udaje się pozostać na oficjalnych torach, jednak nie możemy udawać, że seksualne podteksty stanowią normalną część relacji. Podejrzewam, że sama autorka naprawdę wierzy, że relacja głównych bohaterów rozwija się w powolny i przemyślany sposób. Wraz z kolejnymi rozdziałami obstawiałam, kiedy ta dwójka przestanie udawać, że zależy im na przyjaźni i przejdą do rzeczy. Wcale nie chciałam czytać kolejnego opisu scen łóżkowych, tylko miałam dość tego, jak na siłę była wydłużana ta chwila. Po prostu znajdźcie jakiś pokój i dajcie odpocząć biednemu czytelnikowi.
Przeczytaj także: „Ballada o drobnym karciarzu” – omówienie książki
W głębi duszy liczyłam, że Anathema będzie książką, która pozostanie w mojej pamięci na długo. Chciałam w końcu przeczytać ciekawą książkę z główną bohaterką, która nie jest malutką, kruchą istotą. Niestety, moje oczekiwania nie zostały spełnione. To nie jest zła historia, potrzebuje dużo czasu, aby się rozkręcić, a świat stworzony przez autorkę może doprowadzić do migreny. Jednak wierzę, że w tym szaleństwie jest metoda i drugi tom pozytywnie nas zaskoczy. Chcę wierzyć, że główna bohaterka reprezentują sobą coś więcej niż tylko ładny zapach i cięty język. Relacja głównych bohaterów pozostawia wiele do życzenia, jednak największy zawód sprawiło mi samo wydawnictwo, które nieumiejętnie posługuje się tagami podczas promocji książki. Ta historia to po prostu kolejny romans, który udaje, że jest czymś większym i ciekawszym niż w rzeczywistości.